dwanaście

Poniedziałek i piątek były bardzo podobne. Tak samo zimno i mokro i podobnie biegło mi się słabo. Na około 8100 metrów potrzebowałem 50 minut. To sporo. Inaczej było pomiędzy, czyli w środę. Wtedy leciałem swobodnie, ciesząc się każdym kilometrem, nie czułem zmęczenia. 8150 metrów zajęło mi 47 min. i 50 sekund. Teraz, gdy mogę już podsumować marzec, bo dziś ani w niedzielę nie będę raczej biegał, stwierdzam, że był to całkiem udany miesiąc. 14 wyjść, 114 km, średnia trochę ponad 10 km na godzinę. Ważne też, że mam za sobą drugi z rzędu (od niepamiętnych czasów) miesiąc regularnego biegania. I to zimą, często przy nieprzyjemnym mrozie, wietrze, błocie, deszczu i śniegu. Są więc powody do zadowolenia.

jedenaście

W poprzednim tygodniu biegałem „aż” cztery razy. W poniedziałek, wtorek, czwartek i piątek.  W czwartek 10100 metrów w 60 min. i 16 sek., a w piatek 8610 metrów w 51 minut. Pozostałe dwa biegi w normie, czyli ok. 8000 m w 49-50 minut. We wtorek zmokłem konkretnie, a najlepiej biegło mi się w piątek. Jakoś tak lekko, chociaż miałem prawo być przecież zmęczony.
Dzisiaj chciałbym również wystartować, bo odebrałem swoje Saucony od szewca. Rozerwały się lekko w kilku miejscach, ale dało się je jeszcze naprawić. Fajnie byłoby więc sprawdzić, czy nic nie obciera itd. Szkoda tylko, że na dworze minus sześć stopni. Być może się jednak przełamię.

dziesięć

Tydzień dokończyłem w środę i w piątek. Tak więc jeszcze przed weekendem zrealizowałem swój program optimum. Kusiło mnie, żeby jeszcze wczoraj pobiegać, ale odpuściłem sobie. Co za dużo, to niezdrowo. Przebiegane odległości były takie same jak zwykle, czyli około 8000 metrów w 47-48 minut. Może na wiosnę dołożę do tego 1000 metrów.  Jeszcze się zastanawiam.

 

dziewięć

Kolejne cztery starty za mną. We wtorek 05.03, 8050 metrów w 47 minut. Dzień przerwy i 07.03 8100 metrów w 47 minut. Szybko, nie spodziewałem się, że tak się ułoży. 09.03 odrobinę wydłużyłem dystans i 8250 metrów przebiegłem w 48,5 minuty. Wreszcie wczoraj, w poniedziałek 11 marca, 8100 metrów zajęło mi 48 minut. Z tego biegu jestem najbardziej zadowolony, bo mżyło i musiałem stoczyć lekką walkę ze sobą, by w ogóle wyjść z domu. Nie żałuję, bo bardzo przyjemnie się biegało.  Kolejną przebieżkę planuję na środę lub czwartek.

 

osiem

Trzeci start w tym tygodniu wypadł niespodziewanie dobrze. Biorąc pod uwagę, że miałem prawo być zmęczony, zaliczenie znów średniej powyżej 10 km/h na dystansie 8 km, może dać jakąś satysfakcję. Zwłaszcza, że około siódmego kilometra skręciłem na  mocno stromy, trzystumetrowy podbieg. Kończąc całość miałem jeszcze spory zapas sił i szczerą chęć przeniegnięcia dodatkowo 2 lub 3 km. Czy to dobrze, że się powstrzymałem, nie wiem. Istotniejsze, żeby za kilka dni znów spróbować się z czasem i zmęczeniem.

siedem

Sto kilometrów w miesiącu (luty – 107,5 km) zaliczone. Ostatni podobny wynik miałem w lipcu 2012 (126,5 km), a powiedzmy, że trochę zbliżony miesiąc później (77 km) i w listopadzie (82,5 km). Pomiędzy i później było bardzo słabo. Dlatego fajnie, że teraz wreszcie się udało. 13 wyjść na 28 dni ze średnim dystansems 8000 metrów to przyzwoity wynik. Mam nadzieję, że powtórzę go w marcu.

W każdym razie ostatnie trzy „starty” lutego przedstawiały się następująco:

1. 24.02 – 8050 metrów w 49,5 min. (zimno i mokro)

2. 26.02 – 8100 metrów w 49 min. (mokry deszcz i topniejący śnieg)

3. 28.02 – 8050 metrów w 48,5 min. (piękna, wiosenna pogoda)

Kolejne bieganie planuję na dzisiaj. W sobotę i niedzielę mogę nie mieć czasu.