dwadzieścia

Gdyby ktokolwiek czytał moje wpisy, mógłby się zastanawiać, co się ze mną dzieje. Nie ma nikogo takiego, ale mimo wszystko wyjaśnię, że znów trochę chorowałem. Najpierw ból garda, za chwilę kaszel, a na dodatek jakiś denerwujący uraz kolana. Tym sposobem przerwa się wydłużyła. Dopiero wczoraj się zebrałem. I to z wielkim trudem. Myślałem o wyjściu od 13:00, a dopiero o 18:45 wystartowałem. Poszło jednak nieźle, a przynajmniej lepiej niż się spodziewałem. Przez cały dystans ani razu nie zerknąłem na zegarek i trochę się zdziwiłem, gdy okazało się, że pierwsze 5 km pokonałem w 27 min. i 14 sekund. To najlepszy wyniki odkąd używam (kwiecień 2012) pewnej aplikacji. Fajnie,  że wyszło to spontanicznie. To może znaczyć, że mam nadal jakiś potencjał 🙂 Później nie było już tak dobrze, ale cały dystans, według wskazań GPS 9501 m., pokonałem w 56 min. 28 sek.

dziewiętnaście

Jakoś tak wyszło, że we wtorek nie biegałem. Wystartowałem jednak bardzo wcześnie wczoraj i dziś. W środę o 05:40, a dzisiaj nawet 10 minut wcześniej. Fajnie tak. Wszyscy śpią, w lesie mgła, cisza i spokój. W zasadzie jeszcze spałem, a przynajmniej mój organizm nie do końca zdawał sobie chyba sprawę, że ma się wysilać. Dał jednak radę. Wczoraj na stanadrdowy dystans +-9400 metrów potrzebowałem 56 min i 50 sekund, dziś 57 min. i 17 sek., czyli praktycznie tyle samo. Nie są to wyniki, którymi można się chwalić, ale po pierwsze nie mam takiego zamiaru, a po drugie dla mnie najważniejsze są regularne starty. Teraz jednak czas na dłuższy odpoczynek. Dobry pretekst mam, bo wyjeżdżam dziś w góry, a tam znajdą się inne zajęcia.  Na przykład nieumiarkowane jedzenie 🙂 Oczywiście z jednej strony trochę żałuję, że nie pobiegam w nowym miejscu, ale z drugiej przyda mi się ten trzydniowy odpoczynek. W końcu nie jestem już taki młody 😉

osiemnaście

W sumie nie wiem, czy biegło mi się wczoraj tak źle z powodu ogólnie kiepskiego samopoczucia, czy też jednak przede wszystkim ze względu na duchotę. Faktem jest, że wymęczyłem te 9,5 km i niezbyt dobrze się później czułem. Wydawało mi się, że wlokę się niemiłosiernie, ale nie było aż tak niemrawo. Potrzebowałem na ten dystans 57 minut. Czy GPS w telefonie sprawił się tym razem dobrze pewności nie mam, bo nie skręciłem prosto do domu, ale dołożyłem jakieś 300 metrów. Znów wystartuję chyba dzisiaj wieczorem.

 

siedemnaście

Po ostatnim czwartkowym biegu z 25 kwietnia, zrobiłem sobie dzień przerwy, a następnie wystartowałem cztery dni z rzędu. W sobotę (9,4 km w 58 min.), niedzielę (9,4 km w 55 min.), poniedziałek (9,4 km w 56 min.) i wtorek (9,4 km w 57 min.). Podaję tak równe odległości, ponieważ moja trasa się nie zmieniała, ale GPS każdorazowo pokazywał coś innego. Od 9080 metrów, po 9430. W następnym tygodniu pokazał raz nawet 9501, więc przyjąłem, że jest to właśnie 9400 metrów w zaokrągleniu. W każdym razie po wtorku 30.04, pobiegłem jeszcze w czwartek (9,4 km w 56,5 min.) i sobotę (9,4 km w niecałe 56 min.) Ponownie do lasu wybieram się dzisiaj po południu.