pięćdziesiąt cztery

Piętnastego listopada przebiegłem standardowe 10 km w czasie około 54 minut. Później miałem tydzień przerwy. Dopadło mnie jakieś przeziębienie i chociaż pogoda była bardzo fajna, postanowiłem zostać w domu. Ponownie ruszyłem dopiero w następny piątek, 22. listopada. Znów taki sam dystans w bardzo podobnym czasie. W tym tygodniu biegałem w poniedziałek i w środę (25 i 27 XI). Temperatura około zera stopni, a więc całkiem chłodno. Bardzo odpowiada mi taka aura. W poniedziałek 10100 metrów zajęło mi 54’16”. Wczoraj podobnie, ale dodatkowo udało mi się zupełnie oderwać od wszystkich bieżących spraw. Po prostu biegłem.

pięćdziesiąt trzy

Dzisiaj zachciało mi się sprawdzić, ile kilometrów przebiegłem w poprzednich butach. Udało mi się ustalić, że kupiłem je na początku sierpnia 2010. Nie mam zbyt wielu zapisków z tego roku, ale wiem, że nie biegałem wtedy zbyt dużo, były to dopiero mało regularne początki. Tak więc od sierpnia do końca grudnia tamtego roku mogłem zrobić góra 100-150 kilometrów. W tym przynajmniej 40 na bieżni w siłowni. Rok później było to już trochę ponad 1000 km, a w 2012 mniej, bo niecałe 800. Tego roku, do 31 października przebiegłem 1040 kilometrów. Okazuje się więc, że w moich Saucony ProGrid Ride 3 przebiegłem blisko 3000 kilometrów. To o dobre 1000 km za dużo, bo od dłuższego czasu było już z nimi bardzo kiepsko.

A teraz do rzeczy, czyli wyniki od poprzedniego wpisu:

  1. Poniedziałek 04.11.13 – 10140 m w 54’07’’
  2. Środa 06.11.13 – 10140 m w 54’17’’
  3. Piątek 08.11.13 – 10140 m w 52’59’’
  4. Poniedziałek 11.11.13 – 10140 m w 54’33’’
  5. Środa 13.11.13 – 10140 m w 53’15’’

Oczywiście w nowych butach Saucony Progrid Kinvara TR do których nie mam żadnych zastrzeżeń.

 

pięćdziesiąt dwa

O piatkowym biegu piszę w osobnej notatce, ponieważ zmieniłem buty. Poprzednie rozpadły się już prawie zupełnie, mają za sobą ponad 2000 kilometrów. Nowe różnią się głównie tym, że między wysokością przodu stopy a piętą jest nie 8, ale tylko 4 milimetry. Za wcześnie teraz by stwierdzić, czy robi to jakąś różnicę. Na pewno jednak biegło mi się świetnie. Nic nie uciskało, stopa trzymała się sztywno, nie czułem żadnego dyskomfortu. 11 km zrobiłem w 59 min. i 19 sekund i gdyby nie to, że jakiś kilometr biegłem z pewnym facetem, który czuł potrzebę pogadani z kimś podczas swojego treningu, miałbym czas o dobrą minutę lepszy.

pięćdziesiąt jeden

W poniedziałek (28.X) i później w środę przebiegłem podobny dystans około 10100 metrów. Za każdym razem GPS zantotował małą odchyłkę na poziomie 100 metrów. Nie ma to niby większego znaczenia, ale jednak zakłamuje wynik o jakieś 30 sekund. W każdym razie w poniedziałek biegło mi się bardzo fajnie, a w środę fatalnie. W tym ostatnim przypadku nie chodzi o tempo, ale ogóle samopoczucie. Nie mogłem oderwać się od bieżących problemów w pracy. Ostateczny czas to odpowiednio 55 minut i 55 minut 36 sekund.