sześćdziesiąt sześć

To był mniej więcej szósty kilometr, gdy chcąc nie chcąc musiałem się zrównać z jakimś biegaczem, który pojawił się na jednej z bocznych drużek i podążał w tym samym kierunku. Zagadałem do niego i całkiem miło pogawędziliśmy. Zaproponował dodatkowe kółko i dystans wydłużył mi się o dwa kilometry. Pożegnaliśmy się, gdy miałem ich za sobą prawie 10. Zawróciłem w stronę domu i gdy do niego dobiegłem pomyślałem, że mogę jeszcze trochę pobiegać. Tak trasa urosła do 14 km. Kusiło mnie, by przekroczyć 15, ale udało mi się odżegnać tę myśl, choć miałem jeszcze sporo sił. Okazało się, że na te 14 km. potrzebowałem 76 min. i 53 sek. Daje to średnią 5’28’’ na kilometr. Przyzwoicie, a przy mojej wadze wręcz nieźle. Następny bieg chyba we wtorek.

sześćdziesiąt pięć

Strasznie mi się nie chciało. W środę odpuściłem, bo cały dzień lało, ale w czwartek 13-go  po prostu nie potrafiłem się zmobilizować. Gdy jednak wysłuchałem w radiowej jedynce relacji Zimocha z biegu na 10 km, zobaczyłem szczęśliwą i potwornie wymęczoną Justynę Kowalczyk, motywacja wróciła. Pozbierałem się szybko i ruszyłem. Dobrze, że się zdecydowałem, bo biegło się świetnie. Od samego początku równo, szybko (ale bez pośpiechu), ze stałym zapasem sił. Żeby móc się porównać ze złotą medalistką sprawdziłem, że równe 10 km zajęło mi 51 min. i 13 sek. Jej 28 min. i 17 sek. Różnica ponad 23 minut. Nie jest źle 😉

sześćdziesiąt cztery

Niestety, po ostatnim biegu na serio się przeziębiłem i musiałem zrobić sobie trochę wolnego. Przeciągnęło się to aż do 02 lutego. Wtedy ruszyłem i było naprawdę ciężko. Potrzebowałem aż 57 minut na 10100 metrów. Na mecie miałem szczerze dość. Już dawno nie czułem się tak słabo po biegu. Pomyślałem, że spróbuje następnego dnia. Tak też zrobiłe i niestety, nie było specjalnie lepiej. Ten sam dystans zajął mi niewiele mniej, bo 56’38’’ i również mocno się zmęczyłem. Dzień przerwy i kolejny start w środę 05 lutego. Tym razem było już trochę lepiej – średnia 05’31’’ na każdy z dziesięciu kilometrów, ale nadal czegoś temu wszystkiemu brakowało. Dopiero w sobotę 08 lutego było prawie wyśmienicie. Wreszcie czułem się nieźle po biegu. 53’55’’, a więc całkiem dobry wynik. Natomiast wczoraj, w poniedziałek 10 lutego, poszło idealnie. Cały dystans w miarę równym, dość dobrym tempie, doskonałe samopoczucie po biegu. Czas 53’34’’. Mam nadzieję, że następnym razem będzie tak samo.