sto cztery

Właśnie wróciłem z dwudziestego, ostatniego w tym miesiącu startu. Podobnie jak wczoraj, był bardzo udany. Od początku do końca biegło mi się lekko i przyjemnie. 11,25 km ze średnią 04’55” na km. Cały kwiecień natomiast zamknąłem dystansem 224,6 km i średnim tempem na kilometr sekundę poniżej pięciu minut.
A oto wykres z tego okresu wygenerowany przez stronę nike plus:

przemsa@kwiecien2015

Wyniki z kwietnia 2015

Kolejny start już w maju. Nie wiem jeszcze tylko, kiedy dokładnie. Może jutro, a może dopiero w sobotę lub niedzielę? Ciężko mi zdecydować w tym momencie.

sto trzy

Dziś 28. kwietnia. Od ostatniego (18.04) wpisu biegałem jeszcze – wliczając dzisiejszy start – sześć razy. Wszystko jest na twitterze @przemsa. W każdym razie właśnie wróciłem z biegu na trochę ponad 11 km, podczas którego przekroczyłem 200 km w tym miesiącu. Pobiegłbym dalej, ale po raz kolejny dopadł mnie listonosz i mając do wyboru zakończenie truchtania albo wizytę na poczcie z aviso, wybrałem to pierwsze. Trochę żałuję, bo świetnie mi dzisiaj szło i chciałem zaliczyć pare kilometrów więcej. Trudno. Nie szkodzi. Dodam, że pierwotnie miałem zamiar ruszyć o 06:00, jednak lenistwo wygrało. Dzięki temu dwie godziny przed startem zjadłem śniadnie i to mogło też pomóc. Kończąc: dziś równe 11270 metrów w 55 min. 40 sek., średnie tempo 04 min. 56 sek. Teraz czas na prysznic i pranie.

sto dwa

bieg z 18.04.2015
W dziesięciostopniowej skali niechcenia dziś było blisko siódemki. Nie potrafiłem się zebrać. Już nawet założyłem, że po czterech dniach biegowych przydadzą mi się trzy dni przerwy. Pewne jest bowiem, że w niedzielę nie ruszę. Miał więc być dopiero poniedziałek, a sobotę przeznaczyłbym na cokolwiek, byle nie na szwendanie się po lesie. Jak to się stało, że jednak ruszyłem, nie wiem. Istotne, że się przebrałem, wyszedłem, pomyślałem: „o kurde, ale zimno!” i ruszyłem przed siebie. Szybko. Złapałem tempo już na pierwszym kilometrze. Choć nie sprawdzałem czasu wiedziałem, że idę konkretnie. Na żadnym z dwunastu kilometrów nie przekroczyłem 5 minut. Najgorszy wynik to 04’58”, a każde pozostałe 1000 metrów bliżej 04’45”. Ostatecznie taką właśnie miałem średnią: 4 min. 45 sek. na każdy z 12 kilometrów. Łącznie 57 min. i 08 sekund. Trochę żałuję, że niedociągnąłem do pełnej godziny, ale co tam. Podsumowując krótko: świetny bieg. I teraz też czuję się wyśmienicie.

sto jeden

Kolejne biegi – wpisy z twittera @przemsa

sto

Tak bardzo nie chciało mi się biegać, że poszedłem się zdrzemnąć. Co ciekawe, udało mi się zasnąć. Jednak nie pomogło, a wręcz było jeszcze gorzej. Na myśl, że mam wyjść z domu robiło mi się słabo. Gdy jednak wyłączyłem myślenie i szybko się przebrałem, jakoś ruszyłem. Przez pierwsze dwa kilometry marzyłem tylko o tym, by zawrócić, bo do niechęci doszedł jeszcze chłód. Jednak nagle – około trzeciego kilometra – wszystko to minęło. Wpadłem we właściwy rytm, który nie opuścił mnie do samego końca. Pod domem okazało się, że te 11200 metrów zajęło mi 54’42”, co daje średnią 4’53” na każdy kilometr.

oooooooooo

dziewięćdziesiąt dziewięć

Trzy raz „zbyt”:
1. Zbyt dużo zjadłem na śniadanie,
2. Zbyt szybko ruszyłem po tym posiłku,
3. Zbyt ciepło się ubrałem.
Tak właśnie sobie myślałem podczas dzisiejszego, mocno dla mnie męczącego biegu. Dlatego też, gdy go ukończyłem pod domem i zerknąłem na zegarek, byłem szczerze zdziwiony. Niecałe 5 minut na każdy z 11 km? Mógłbym się założyć, że będzie to bliżej 5’30”, a tu taka niespodzianka. Nie zmienia to jednak w niczym ogólnego wrażenia – nie jestem z tego startu specjalnie zadowolony. Kolejny w poniedziałek lub wtorek.

040415

dziewięćdziesiąt osiem

Teraz jeszcze krótko uzupełnienie marca.

marzec

20 biegów. Zazwyczaj po 11 km. Łącznie 225 km. Średnie tempo 5’10”.

Tak naprawdę, biodro i kolano przestały mi doskwierać dopiero pod koniec marca.