sto siedem

28.05.2015 start 08:10

28.05.2015 start 08:10

Myślałem o tym już od pewnego czasu, ale dopiero dzisiaj w czasie biegu przestawiłem zegarek tak, by pokazywał mi u góry ekranu całkowity czas od startu. Postanowiłem bowiem, że zmienię odrobinę „zasady” i postaram się biegać pełną godzinę. Oznacza to, że dystans będzie się zmieniał. W tym celu, pod koniec, bo przecież przy stałej trasie wiem doskonale ile mniej więcej przebiegłem, zerknę na rękę i sprawdzę, czy to już sześćdziesiąt minut. Wcześniej – od dobrych kilku miesięcy – nie kontrolowałem czasu i tempa w trakcie. Dopiero na koniec wiedziałem, jak poszło tym razem i czy mojej odczucia pokrywają się z pomiarem. Teraz będę widział tylko czas całkowity i czas na dany kilometr. Czy to dobry pomysł, nie wiem. Najbliższa prawdy będzie pewnie odpowiedź, że nie ma to żadnego znaczenia 🙂

PS Dziś w godzinę przebiegłem 11,98 km. Kolejny bieg jutro albo dopiero w poniedziałek.

sto sześć

Biegłem sobie spokojnie piąty kilometr, gdy z daleka ujrzałem znanego mi z widzenia faceta. Był niewiele przede mną, powoli go doganiałem. Spotykam go czasem i wiem, że ma tempo pewnie bliższe nawet ośmiu, niż dziewięciu kilometrom na godzinę. Znacznie starszy, sporo niższy i tęższy ode mnie, więc w sumie nic dziwnego, że raczej spokojnie swoje dystanse przemierza. Dotąd jednak nie miałem okazji biec w tym samym co on kierunku, tak jakoś się układało. Gdy się z nim zrównałem i machnąłem mu na przywitanie ręką, nawet nie odwzajemnił tego gestu, tylko ruszył z kopyta odstawiając mnie o dobre dwa lub trzy metry. Ewidentnie chciał się ścigać. Przez krótki moment kusiło mnie, żeby pokazać mu, że ja tu bynajmniej żył sobie nie wypruwam i żaden ból mięśni skrzydeł mi nie podcina, ale się powstrzymałem. Dalej biegłem swoje zastanawiając się tylko – nie bez złośliwej satysfakcji, ze wstydem to przyznaję – ile da radę. Czułem, że lecę w tempie poniżej pięciu minut na kilometr, a to musiało być dla niego za dużo. Szczerze (i złośliwie…) byłem ciekawy, jak długo potrafi podobne utrzymać. Nie minęło więcej niż trzysta metrów i spuchł. Wyprzedziłem go nie oglądając się. Biegłem dalej swoje. Tyle.

A teraz czas na puentę: Po co mu to było? Nie wiem. Zapewne chciał coś samemu sobie udowodnić, nie było to nic związanego konkretnie ze mną. Po prostu ja akurat się napatoczyłem. Czy gdybym zaczął wlec się za nim, poczułby się lepiej? Również nie wiem. Zapewne tak. Czy jednak powinienem był mu dać tę satysfakcję? Nie, na pewno nie. To jego problemy, ambicje, cele i wyobrażenia. Ja mam swoje i nic w tym złego, że nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Dane jest mi biegać, a zmagań z kimś więcej niż ja sam zbyt wiele mi nie potrzeba.

PS Dziś tempo identyczne, jak wczoraj: 04’55’’/km. Dystans trochę dłuższy: 11740 m w czasie 57’48’’. Siódmy dzień z rzędu. Łącznie prawie równe 80 km.

bieg, 23.05.15

bieg, 23.05.15

sto pięć

IMG_20150523_095721_edit_edit_edit_editDziś biegałem szósty dzień z rzędu. Wcześniej, od poniedziałku do piątku, udało mi się zaczynać już około 05:15. Jeszcze wczoraj planowałem, że w sobotę będzie tak samo. Gdy jednak otworzyłem oczy przed 05:00, nawet nie próbowałem walczyć ze zniechęceniem i lenistwem. Poddałem się i zostałem w łóżku. Uznałem nawet, że to zdroworozsądkowe podejście. W końcu biegałem już pięć razy w tym tygodniu. W takim przekonaniu wytrwałem do około 09:00. Wtedy odezwał się niejaki Rafał radośnie oznajmiając, że swoją przebieżkę zaczął o 04:00, a gdybym miał wątpliwości, że było świetnie, to na wszelki wypadek podsyła swoje roześmiane zdjęcie. Tym sposobem mój zdrowy rozsądek narażony został na próbę, z której nie wyszedł zwycięsko. Żeby go nie męczyć, przebrałem się szybko, zatrzasnąłem drzwi domu i ruszyłem przed siebie.
Ależ było pięknie! Chłodno, wietrznie. Idealnie. Pod domem okazało się, że mam nieosiągalną przez ostatnie dni średnią 04’55”. No i też czuję się rewelacyjnie.
Tak więc dzięki, Rafał. Ch… tam ze zdrowym rozsądkiem. Po drodze nie było mi z nim nigdy raczej 😉
IMG_20150523_102953