sto dwadzieścia sześć

IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIZ bieżni korzystałem trzy, góra cztery razy w życiu. Na początku mojego biegania, a więc przynajmniej pięć lat temu. Nie mam z tym związanych zbyt miłych wspomnień, bo szybko polubiłem las i nie chciałem bez potrzeby dreptać w miejscu. Tak jednak wyszło, że dzisiaj miałem niecałą godzinę czasu właśnie w fitness klubie. Przygotowałem więc sobie strój i odpaliłem prawie zapomnianą, przewijaną taśmę do wymuszania przebierania nogami. Zacząłem dość ostro ustawiając tempo 13 km/h i całkiem spore nachylenie. Po dziesięciu minutach lało się ze mnie i myślałem, że za chwilę spuchnę. Spłaszczyłem więc trasę prawie do zera i zszedłem do 10,5 km/h. Dzięki temu udało mi się odzyskać równy oddech. Później jeszcze kilkakrotnie podciągałem do ponad 14 km/h, ale trzymałem się bliżej dwunastu. Gdy licznik pokazał odległość 10.000 metrów, na zegarze było 53’30”. Nie jest to jakiś rewelacyjny czas, ale i tak jestem pod jego wrażeniem. Gdy sobie powiem przypomnę tę okropną, duszną atmosferę, ścianę z telewizorem wyświetlającym debilne teledyski pod samym moim nosem, dochodzę do wniosku, że i tak jestem niezły, skoro wytrzymałem nieomal godzinę w takim miejscu. W sumie jednak na dobre to wyszło.  Dzięki temu jeszcze bardziej doceniam las, świeże powietrze i przestrzeń.

 

sto dwadzieścia pięć

IMG_20160114_100312_1_1452769122999_1452769152094Dziś moja prywatna, dziesięciostopniowa, skala niechcenia mogła śmiało przekroczyć dziewiątkę. Wyszedłem nawet specjalnie na dwór, żeby się przekonać, że słusznie robię zostając w domu. Niestety piękne, skrzące się w śniegu słońce nie chciało tego potwierdzić. Przeciągnąłem się więc kilkakrotnie licząc, że może jednak coś gdzieś mnie boli. Bez efektu. Tak samo stopy, uda, kolana. One również nie dawały żadnych oznak zmęczenia. Pomyślałem więc, że będzie to trzeci dzień z rzędu, zatem lepiej odłożyć bieg na jutro. Jest ślisko i mogę złapać kontuzję… Idę do pracy na noc… I tym podobnie, i tak dalej. Nic to nie dało. Machnąłem więc ręką, przebrałem się i ruszyłem. I jak zwykle poszło wyśmienicie. Tempo nie powalało, ale za to „wrażenia artystyczne” niesamowite. Wyłączyłem się i biegłem, biegłem…
Jak to dobrze, że mam czasem tak silną wolę i udaje mi się nie ulec temu namolnemu, męczącemu rozsądkowi 😉

sto dwadzieścia cztery

Czas na krótkie podsumowanie minionego roku,
ale najpierw link do wyników z 2014:
https://runalone.wordpress.com/2015/01/07/osiemdziesiat-dziewiec/

2016

2015
Biegałem 202 razy
Średni dystans 12,2 km
Średnie tempo 05’03”
Łączny czas biegów 205 godz. 14 min. 48 sekund
Całkowity dystans 2451,3 km

2015_2

2015_3

Poniżej linki do podsumowań wcześniejszych lat:
2014
2013
2012