sto trzydzieści

Teraz dopiero się zreflektowałem, że mój ostatni wpis to podsumowanie marca. Minęły więc grubo ponad dwa miesiące odkąd coś tu publikowałem. Widać więc wyraźnie, że prosty, szybki tweeter wygrywa z blogiem. Nie ma to większego znaczenia, bo o czytelników niespecjalnie się staram, a sami też nie przychodzą, jednak byłoby mi trochę żal porzucić zupełnie runalone. Ale do rzeczy:
W kwietniu zrobiłem tylko 106 km. 8 biegów, średni dystans 13,25 kilometra. Serio, nie pamiętam już dlaczego tak mało. Zdaje się, że byłem trochę chory.
W maju było już lepiej.236,15 km. 17 biegów, średni dystans 13,89 km. W tym miesiącu zaliczyłem też prawie półmaraton. Prawie, bo trochę zabrakło do właściwego dystansu. Nie z mojej winy, ale taką trasę wyznaczyli organizatorzy. Bieg odbył się w duszne samo południe, przed burzą. Było ciężko, choć poszło mi nad wyraz dobrze. 20,48 km zajęło mi 1 godz. 51 minut i 23 sekundy. To czas oficjalny na dystansie 21 km, ale jak pisałem, według moich wskazań sporo do 21 km zabrakło. Mniejsza jednak z tym . W sumie jestem z siebie zadowolony.