sto pięćdziesiąt trzy

Dwudziestego czwartego lub piątego czerwca zachciało mi się grać w piłkę. Z rodzicami innych dzieci ze szkółki mojego syna. I coś zabolało mnie w kolanie. Mimo to, po grze, pobiegłem do domu. Następnego dnia kolano spuchło, nie potrafiłem kucnąć. Zrobiłem sobie przerwę w bieganiu i trzydziestego czerwca ruszyłem asfaltem, ale w górach. Ponad osiemnaście kilometrów.

njdnjd

Po wszystkim trochę kolano pobolało, jednak nie było źle. Dzień przerwy i ponad szesnaście kilometrów w podobnym, górskim terenie. Znów lekki ból, do zniesienia.

Na wszelki wypadek tydzień przerwy i całkiem udany bieg. Następnego dnia kolejny i… kontuzja odnowiona. Taki sam ból. Załamka. Wizyta u ortopedy i okazuje się, że to łąkotka. Niedobrze. Jeszcze nie wiadomo, co dalej, ale przerwa w bieganiu trwa. Przynajmniej do końca lipca. Co będzie później, zobaczymy.