sto pięćdziesiąt pięć

Z łąkotką nie jest tak dobrze, jak chciałbym i wyobrażałem sobie, że być może. Niewykluczone, że będzie mi doskwierać cały czas. Chyba, że zrobię artroskopię, a przed tym bronię się rękami i nogami. Ale nic to. Na razie jakoś funkcjonuję. Także biegowo. Wymyśliłem jednak, że trzeba koniecznie odciążyć kolano. Na dwa sposoby: zrzucając wagę i przesiadając się na buty z bardzo dużą amortyzacją.

Ponieważ to pierwsze wymaga czasu i – poza dietą – właśnie biegania,  od wczoraj jestem posiadaczem maksymalistycznych Hoka One One Vanquish 2.

Dziś je wypróbowałem. I tak jak zawsze biegałem wyłącznie w butach z małą amortyzacją i dropem maks 4 mm, tak po tej pierwszej próbie mogę powiedzieć, że wcale nie jest tak źle, jak się spodziewałem. Buty są bardzo wygodne, lekkie, dobrze dopasowane. Wystartowałem w nich ostro, bo pierwszy kilometr wykręciłem w tempie sporo poniżej pięciu minut, a później też było nienajgorzej. Ostatecznie przebiegnięcie 10,04 km zajęło mi 54 minuty i 1 sekundę. Nie ma jednak nic za darmo. Tętno przez cały czas było zbyt duże i tak naprawdę mogłem sobie odpuścić. Jestem w końcu bez formy…

Czy buty się sprawdziły? Za wcześnie, by to stwierdzić. Myślę jednak, że w tej sytuacji to dobry kierunek.