czternaście

Mieszkam w takim miejscu, że w którą stronę nie wybiegnę, mam do przebiegnięcia minimum osiemset metrów nim dotrę do miękkich, leśnych ścieżek. To niewiele, ale i tak ten krótki odcinek jest najmniej fajnym etapem większości moich biegów. Wspominam o tym, ponieważ to właśnie asfalt wywołał pierwsze, mocno nieprzyjemne wrażenie związane z nowymi butami Altra King MT.
4
1Słysząc ich stukot czułem się jak w płaskich, drewnianych chodakach i nie było to nic fajnego. Przyzwyczajony do miękkich Hoka One One nie potrafiłem się w czymś tak diametralnie odmiennym odnaleźć. 2Las niewiele zmienił. Było wprawdzie trochę ciszej, ale nadal wydawało mi się, że plaskam stopami w ziemię jak ktoś, kto się pomylił w ocenie wysokości krawężnika z którego schodzi. Kończąc pierwsze 10 km w tym obuwiu byłem prawie pewien, że właśnie wyrzuciłem w błoto blisko 350 zł. Za drugim jednak razem, bodajże dwa dni później, było już lepiej. Nie wiem, może przestałem się tak bardzo koncentrować na nowych butach, a może po prostu zacząłem się przyzwyczajać. Dziś pobiegłem w Altra King MT trzeci raz i te czternaście kilometrów sprawiły, że już nie myślę o powrocie do czegoś miększego, z niezerowym dropem i amortyzacją. Buty w ogóle nie zaprzątały mi głowy. Biegłem po twardym, miękkim, kamieniach, błocie i było mi dobrze. Nic nie bolało ani nie drażniło. Wiem wprawdzie, że te niespełna 40 km to jeszcze za mało, by wystawiać Altrze laurkę, jednak po pierwszych mocno negatywnych odczuciach znów jestem dobrej myśli. Ciekawe, jak będzie dalej.
3

trzynaście

Wspominałem o nich chyba tylko raz w notce numer zero zero dwa z 31 lipca br., ale to mało istotne. Od początku czerwca biegam w butach Hoka One One Challenger ATR 5. Niedługo więc będę je miał sześć miesięcy. W tym czasie zrobiłem w nich ponad 1300 kilometrów. To już jednak ich koniec. Niestety, bo byłem z tych butów bardzo zadowolony.

Na załączonych zdjęciach widać, że nie wytrzymały w jednym miejscu. Gdyby nie to, że kosztują teraz nawet więcej niż dałem za nie w czerwcu, kupiłbym ten sam model. Myślę jednak, że to dobra okazja, by wypróbować inną markę. Ale o tym już przy innej okazji.

dwanaście

Moje szumne zapowiedzi bardziej regularnego sporządzania notatek z biegów okazały się warte tyle samo, co deklaracja zejścia z wagą poniżej siedemdziesięciu kilogramów. Jedno i drugie nie spędza mi wprawdzie snu z powiek, bo nikt tu nie zagląda, a te siedemdziesiąt sześć-siedem kilo, którego się trzymam są jak najbardziej w porządku, tym niemniej wolałbym rzecz jasna być bardziej konsekwentnym. Znam się jednak już na tyle, by stwierdzić, że i tak jest już u mnie pod tym względem całkiem przyzwoicie. Najważniejsze, że biegam i czerpię z tego siłę do tego, by w miarę normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Tutaj również nie zawsze otrzymuję oczekiwane rezultaty, ale jakoś się mieszczę w tak zwanej normie, więc jest w porządku. Ale dość już tych banałów. Czas na konkrety.

We wrześniu biegałem 23 razy pokonując w sumie 232,2 km.
1

W październiku również 23 razy, ale kilometrów zrobiłem trochę więcej, bo 253,2.2

O listopadzie następnym razem. Może nawet uda mi się zebrać i napisać coś przed jego końcem.

Dziś w każdym razie było dość szybko:
3