szesnaście

Moje deklaracje zamieszczania tu regularnie wpisów nie mają żadnej wartości. Widocznie nie potrafię tego zmienić. Trudno.
Jest już dwudziesty pierwszy dzień lutego, a ja nie podsumowałem nawet minionego roku. Od tego więc dziś zacznę.
Dwa tysiące czterysta dwadzieścia cztery kilometry, czyli średnio sto jeden kilometrów miesięcznie i sześć i sześć dziesiątych dziennie.
Nie jest to jakiś porywający wynik, ale co z tego? Ważne, że biegałem w miarę regularnie i obyło się bez specjalnych kontuzji.
Rok bieżący zacząłem bardzo niemrawo. W styczniu równe sto, a w lutym jak dotąd dwanaście wyjść i sto dwadzieścia dziewięć kilometrów. Jest więc jakaś poprawa w porównaniu z poprzednim miesiącem.
Co więcej? Nic. Nie mam formy. Ledwie człapię. Ale człapię. I to jest najważniejsze.