sto trzydzieści cztery

Wstając dziś przez szóstą rano wiedziałem tylko tyle, że zaplanowałem bieg. Pozbierałem się i po kilkunastu minutach ruszyłem. W zupełnie innym kierunku niż zazwyczaj. Przyjemną trasą wzdłuż lasu, ale także wzdłuż drogi. Cały czas asfaltem w każdym razie. Najpierw chciałem zawrócić po 7,5 km żeby zrobić 15. Ostatecznie dołożyłem jeszcze blisko trzy zanim ruszyłem znów w stronę domu. Gdy zegarek pokazał trochę ponad 20, rozładował się… Sięgnąłem więc po telefon i navime gps tracker. Okazało się, że go nie włączyłem. Zdziebko mnie to zdenerwowało, ale naprawdę minimalnie. Uznałem jednak, że to znak, by wracać i zrezygnowałem z dokręcania do 25, a taka myśl od pewnego czasu kołatała mi w głowie. Trudno jest mi więc powiedzieć, ile kilometrów faktycznie zrobiłem, ale sądzę, że trochę ponad 22, może nawet 23. Tempo też miałem raczej niezłe, około 05’25”/km. Istotne, że te dwie godziny z samym sobą ani przez moment mi się nie dłużyły.

 

sto dwadzieścia dziewięć

Zamknąłem dziś marzec. To pierwszy miesiąc tego roku, który wreszcie porządnie przebiegałem. Obyło się bez kontuzji lub chorób, bo napadów kaszlu, które nachodzą mnie ostatnio po wysiłku nie liczę. Są krótkotrwałe i sądzę, że mają coś wspólnego z uczuleniem na coś, co teraz pyli. Poniżej dwa zrzuty ekranu z wynikami.

000000000000

0000000000001

sto siedemnaście

Mam chwilę czasu, a brakuje mi pomysłu, co z nim zrobić, więc poniżej wklejam sierpniowe wpisy na przemsa@twitter od pierwszego do dzisiaj:

sto szesnaście

Bieg z 30 lipca 2015

Bieg z 30 lipca 2015

Miałem biegać we wtorek i środę, ale po pierwsze trudno było mi się zebrać, a po drugie trochę spraw trzeba było załatwić. Dlatego też dałem sobie spokój i ruszyłem dopiero dzisiaj. Wstałem przed piątą i pół godziny później ruszyłem. Było dość chłodno, ale w powietrzu czuć już było zbliżający się upał. Pierwsze dwa i pół kilometra przebiegłem normalnie, ale nie skręciłem jak zawsze w leśną ścieżkę, tylko poleciałem prosto. Bardziej obrzeżami lasu i dalej odbiłem też w przeciwną niż zazwyczaj stronę, by robić inne, krótsze kółka. Za to w miejscu, gdzie prawdopodobieństwo natknięcia się na lochę z młodymi jest mniejsze. Taką przynajmniej mam nadzieję, choć to nadal teren leśny, nie da się ukryć…
Zmiana ta nie miała większego wpływu na dystans. Zrobiłem 13,13 km w bardzo dobrym tempie, bo 04’52”/km. Pomimo tego, że wcześnie i na czczo poruszałem się dziś bardzo szybko. Jednak nie to jest najważniejsze. Istotne, że cały bieg był przyjemnością, a teraz czuję się wyśmienicie. Kolejny start prawdopodobnie jutro.

sto piętnaście

Dziś wreszcie biegłem wyspany. Wstałem wprawdzie przed 05:00 z zamiarem wyruszenia do lasu, ale zdecydowałem, że jeszcze poleżę. Ostatecznie ruszyłem się z łóżka po 07:00. Przed 08:00 zjadłem śniadanie, odczekałem dwie godziny i wystartowałem o 10:00. Od początku czułem, że idzie mi nieźle. Dopisywała też pogoda – było dość chłodno i lekko kropił deszcz. Przez cały bieg nie patrzyłem na zegarek. Gdy kończyłem, okazało się, że znów się zawiesił. Po dziesiątym kilometrze. Ostatnie trzy zliczył łącznie tak, jak gdyby był to jeden, który zajął mi blisko piętnaście minut… Skasowałem więc ten start z nike plus i dodałem go ręcznie. Poniżej przedstawiam czasy z kolejnych kilometrów. Pierwsze okazał się być najszybszym ze wszystkich moich startów ogółem: 04’16”.

1 4,16
2 4,48
3 4,51
4 5,02
5 4,57
6 4,48
7 4,51
8 4,54
9 4,47
10 4,52
11 4,58 11,12 i 13 uśrednione – błąd GPS
12 4,58
13 4,58

sto dziewięć

10.06.2015

10.06.2015

145 godzin i 45 minut. Mniej więcej tyle czasu minęło od mojego ostatniego startu. Dzisiaj, gdy postanowiłem, że koniecznie już muszę pobiegać, cieszyłem się na ten powrót jak mały dzieciak. Obawiałem się w prawdzie, że po tak długiej przerwie mogę mieć problem z kondycją lub motywacją, jednak wszystkie te wątpliwości okazały się bezzasadne. Gdy ruszyłem, prawie od razu poczułem, że jestem we właściwym miejscu. Ogarnął mnie kompletny z spokój. Z głowy wyleciały wszystkie myśli o przyziemnych sprawach i czekających na rozwiązanie problemach. Biegłem nie myśląc o niczym. Znane mi doskonale miejsca rejestrowałem tylko częściowo świadomie. Przelatywały obok stając się tłem dla mnie funkcjonującego niczym jakaś przebudzona po długim śnie istota, która doświadcza poznawania na nowo czegoś wprawdzie już znanego, ale odkrywanego teraz z powrotem. Wiem, że brzmi to dość absurdalnie i górnolotnie, ale naprawdę niewiele pamiętam z większej części przebiegniętej dziś trasy. Poza spokojem i jakąś wewnętrzną radością niewiele pozostało mi wspomnień. Musiałbym się bardzo wysilić, by móc wskazać jakieś szczegóły. Kogoś minąłem, nawet kilka osób, ale zupełnie nie wiem, w którym było to dokładnie miejscu i jak ludzie ci wyglądali. Nie czułem też zmęczenia, choć pod domem okazało się, że biegłem w tempie 12 kilometrów na godzinę, bo taki właśnie dystans pokonałem w 60 minut.
Dla takich momentów warto biegać i szkoda, że nie można w żaden sposób wywołać ich na przykład poprzez odpowiedni czas między biegami lub też odpowiednim przygotowaniem czy tempem. Nie. Te chwile przychodzą same i są rezultatem regularnego biegania jako takiego. Zdarzają się niespodziewanie między kolejnymi zwykłymi lub wręcz nudnymi treningami i pewnie właśnie dlatego, tak bardzo się wyróżniają. Gdyby nie było tego tła, zabrakłoby też punktu odniesienia, by móc te momenty docenić. Zresztą niemożliwe jest przecież, by za każdym razem było tak pięknie. Myślę, że właśnie ta mieszanka codzienności z niezwykłością jest właśnie tym, co czyni bieganie tak niezwykłym sportem.

sto osiem

Istebna. 29.05.2015. 15.60 km. 4'50''/km

29.05.2015. 15.60 km. 4’50”/km

Maj zamknąłem biegiem w górach. Celowo piszę „w górach”, a nie „po górach”, bo choć byłem na wysokości około 600 m n.p.m., nie pokonywałem jakichś wielkich wzniesień. Faktem jest jednak, że przez pierwsze 6 km wspinałem się nieznacznie, więc gdy zawróciłem, taki sam dystans miałem z górki. Do 12 km dołożyłem jeszcze trochę ponad 3,5 km i one też były podzielone mniej więcej równo na podbieg i zbieganie, z tym że w odwrotnej kolejności. Najważniejsze, że było naprawdę pięknie. Czysta, niezmącona niczym przyjemność. Żałuję teraz trochę, że nie pomyślałem o rozciągnięciu dystansu do półmaratonu, ale wtedy jakoś nie przyszło mi to do głowy. I tak przebiegłem więcej niż planowałem na początku.

Istebna. 29.05.2015. 15.60 km. 4'50''/km

29.05.2015. 15.60 km. 4’50”/km

Istebna. 29.05.2015. 15.60 km. 4'50''/km

29.05.2015. 15.60 km. 4’50”/km

Istebna. 29.05.2015. 15.60 km. 4'50''/km

IMG_20150529_092205 IMG_20150529_092629 IMG_20150529_092651 IMG_20150529_092657


PS Krótkie podsumowanie maja 2015:
https://twitter.com/przemsa/status/605225869611802624