sto dwa

bieg z 18.04.2015
W dziesięciostopniowej skali niechcenia dziś było blisko siódemki. Nie potrafiłem się zebrać. Już nawet założyłem, że po czterech dniach biegowych przydadzą mi się trzy dni przerwy. Pewne jest bowiem, że w niedzielę nie ruszę. Miał więc być dopiero poniedziałek, a sobotę przeznaczyłbym na cokolwiek, byle nie na szwendanie się po lesie. Jak to się stało, że jednak ruszyłem, nie wiem. Istotne, że się przebrałem, wyszedłem, pomyślałem: „o kurde, ale zimno!” i ruszyłem przed siebie. Szybko. Złapałem tempo już na pierwszym kilometrze. Choć nie sprawdzałem czasu wiedziałem, że idę konkretnie. Na żadnym z dwunastu kilometrów nie przekroczyłem 5 minut. Najgorszy wynik to 04’58”, a każde pozostałe 1000 metrów bliżej 04’45”. Ostatecznie taką właśnie miałem średnią: 4 min. 45 sek. na każdy z 12 kilometrów. Łącznie 57 min. i 08 sekund. Trochę żałuję, że niedociągnąłem do pełnej godziny, ale co tam. Podsumowując krótko: świetny bieg. I teraz też czuję się wyśmienicie.