piętnaście

Nie jest lekko. Albo inaczej. Ten grudzień nie jest dla mnie łaskawy. Minęło już dwadzieścia jego dni, a ja mam za sobą zaledwie osiemdziesiąt dwa kilometry. W tym ponad trzydzieści na bieżni. Przeprosiłem się z nią po ponad ośmiu latach, bo właśnie około 2011 zdarzyło mi się kilka razy dreptać w miejscu w jakiejś siłowni. Teraz wróciłem do tego, bo się rozchorowałem i wolałem nie ryzykować wychodzenia do lasu. Nie był to najgorszy pomysł. Z tym zastrzeżeniem, że sama bieżnia jest czymś strasznie irytującym. W lesie czas mija szybko, a przynajmniej (zazwyczaj) się nie dłuży. Natomiast w zamkniętym, dusznym pomieszczeniu z lustrami i idiotyczną muzyką, cały czas walczyłem ze sobą, by nie zejść po góra dwudziestu minutach. Udało mi się te kilka, jednak mam nadzieję, że pożegnam się z tą atrakcją na dłużej. Na bardzo, bardzo długo najlepiej.
aaaaaaaaaaa

sto dwadzieścia sześć

IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIZ bieżni korzystałem trzy, góra cztery razy w życiu. Na początku mojego biegania, a więc przynajmniej pięć lat temu. Nie mam z tym związanych zbyt miłych wspomnień, bo szybko polubiłem las i nie chciałem bez potrzeby dreptać w miejscu. Tak jednak wyszło, że dzisiaj miałem niecałą godzinę czasu właśnie w fitness klubie. Przygotowałem więc sobie strój i odpaliłem prawie zapomnianą, przewijaną taśmę do wymuszania przebierania nogami. Zacząłem dość ostro ustawiając tempo 13 km/h i całkiem spore nachylenie. Po dziesięciu minutach lało się ze mnie i myślałem, że za chwilę spuchnę. Spłaszczyłem więc trasę prawie do zera i zszedłem do 10,5 km/h. Dzięki temu udało mi się odzyskać równy oddech. Później jeszcze kilkakrotnie podciągałem do ponad 14 km/h, ale trzymałem się bliżej dwunastu. Gdy licznik pokazał odległość 10.000 metrów, na zegarze było 53’30”. Nie jest to jakiś rewelacyjny czas, ale i tak jestem pod jego wrażeniem. Gdy sobie powiem przypomnę tę okropną, duszną atmosferę, ścianę z telewizorem wyświetlającym debilne teledyski pod samym moim nosem, dochodzę do wniosku, że i tak jestem niezły, skoro wytrzymałem nieomal godzinę w takim miejscu. W sumie jednak na dobre to wyszło.  Dzięki temu jeszcze bardziej doceniam las, świeże powietrze i przestrzeń.