dziewięćdziesiąt dziewięć

Trzy raz „zbyt”:
1. Zbyt dużo zjadłem na śniadanie,
2. Zbyt szybko ruszyłem po tym posiłku,
3. Zbyt ciepło się ubrałem.
Tak właśnie sobie myślałem podczas dzisiejszego, mocno dla mnie męczącego biegu. Dlatego też, gdy go ukończyłem pod domem i zerknąłem na zegarek, byłem szczerze zdziwiony. Niecałe 5 minut na każdy z 11 km? Mógłbym się założyć, że będzie to bliżej 5’30”, a tu taka niespodzianka. Nie zmienia to jednak w niczym ogólnego wrażenia – nie jestem z tego startu specjalnie zadowolony. Kolejny w poniedziałek lub wtorek.

040415

osiemdziesiąt pięć

Lało i wiało. Kobiety patrzyły się na mnie z niedowierzaniem i niepokojem, gdy zacząłem przebierać się do biegu. Sam starałem się nie myśleć o aurze. Ubrałem się dość ciepło i ruszyłem. Nie minęło 15 minut, gdy się rozpogodziło, a ja poczułem, że jest mi zdecydowanie za gorąco. Męczyłem się tak ponad połowę trasy i wreszcie ściągnąłem wierzchnią bluzę. Od razu zrobiło mi się lepiej. Odżyłem i tak dobiegłem do jedenastego kilometra. Wolno, ale przynajmniej nie do końca wyczerpany z powodu zbyt grubego stroju.

osiemdziesiąt dwa

Dzisiaj były trzy stopnie na plusie. W porównaniu z wczorajszym mrozem wręcz ciepło. Dobrze, że obrałem się odpowiednio. Dzięki temu się nie przegrzałem i bez zniechęcenia mogłem trzymać równe tempo. Średnie na każdy z jedenastu kilometrów wyniosło 05’01”. Jeszcze nie wiem, ale może jutro piąty start w z rzędu.

czternaście

W niedzielę biegałem jeszcze w zimowej aurze. Trzy dni później było już lato, bo wiosna zmieściła się chyba od poniedziałku do wtorku. Tak było ciepło, gdy wczoraj pobiegłem do lasu. Niestety zauważyłem to zbyt późno i ubrany w jesienną bluzę z długim rękawem i grube spodnie z dresu, przegrzałem się dość szybko. Gdy więc po 49 minutach kończyłem ósmy kilometr nie miałem już sił na nic więcej. Postaram się nie powtórzyć tego błędu w piątek.