sto trzydzieści osiem

Na jego początku pisałem, że ten rok nie zaczął się dobrze. Teraz, w ostatni dzień stycznia, mogę to poprawić i stwierdzić, że jak na razie jest to najdziwniejszy okres w mojej „biegowej karierze”. Powód jest prosty. Więcej chodzę niż biegam. Mimo to zrobiłem blisko dwieście kilometrów. Jasne, odbiło się to mocno na średnim tempie, ale niespecjalnie się tym przejmuję. Istotne jest tylko to, że wracam do formy, którą straciłem z bardzo prostego powodu: przytyłem. Jakieś dziesięć procent w stosunku do mojej dotychczasowej średniej wagi. Przełożyło się to błyskawicznie na wyniki i ogólne zmęczenie. Nie wiem jeszcze, jak będzie w lutym, jednak nie sądzę, by miesiąc ten różnił się jakoś specjalnie od dzisiaj się kończącego.

 

sto dwadzieścia cztery

Czas na krótkie podsumowanie minionego roku,
ale najpierw link do wyników z 2014:
https://runalone.wordpress.com/2015/01/07/osiemdziesiat-dziewiec/

2016

2015
Biegałem 202 razy
Średni dystans 12,2 km
Średnie tempo 05’03”
Łączny czas biegów 205 godz. 14 min. 48 sekund
Całkowity dystans 2451,3 km

2015_2

2015_3

Poniżej linki do podsumowań wcześniejszych lat:
2014
2013
2012

sto cztery

Właśnie wróciłem z dwudziestego, ostatniego w tym miesiącu startu. Podobnie jak wczoraj, był bardzo udany. Od początku do końca biegło mi się lekko i przyjemnie. 11,25 km ze średnią 04’55” na km. Cały kwiecień natomiast zamknąłem dystansem 224,6 km i średnim tempem na kilometr sekundę poniżej pięciu minut.
A oto wykres z tego okresu wygenerowany przez stronę nike plus:

przemsa@kwiecien2015

Wyniki z kwietnia 2015

Kolejny start już w maju. Nie wiem jeszcze tylko, kiedy dokładnie. Może jutro, a może dopiero w sobotę lub niedzielę? Ciężko mi zdecydować w tym momencie.

sto dwa

bieg z 18.04.2015
W dziesięciostopniowej skali niechcenia dziś było blisko siódemki. Nie potrafiłem się zebrać. Już nawet założyłem, że po czterech dniach biegowych przydadzą mi się trzy dni przerwy. Pewne jest bowiem, że w niedzielę nie ruszę. Miał więc być dopiero poniedziałek, a sobotę przeznaczyłbym na cokolwiek, byle nie na szwendanie się po lesie. Jak to się stało, że jednak ruszyłem, nie wiem. Istotne, że się przebrałem, wyszedłem, pomyślałem: „o kurde, ale zimno!” i ruszyłem przed siebie. Szybko. Złapałem tempo już na pierwszym kilometrze. Choć nie sprawdzałem czasu wiedziałem, że idę konkretnie. Na żadnym z dwunastu kilometrów nie przekroczyłem 5 minut. Najgorszy wynik to 04’58”, a każde pozostałe 1000 metrów bliżej 04’45”. Ostatecznie taką właśnie miałem średnią: 4 min. 45 sek. na każdy z 12 kilometrów. Łącznie 57 min. i 08 sekund. Trochę żałuję, że niedociągnąłem do pełnej godziny, ale co tam. Podsumowując krótko: świetny bieg. I teraz też czuję się wyśmienicie.

sto jeden

Kolejne biegi – wpisy z twittera @przemsa

dziewięćdziesiąt dziewięć

Trzy raz „zbyt”:
1. Zbyt dużo zjadłem na śniadanie,
2. Zbyt szybko ruszyłem po tym posiłku,
3. Zbyt ciepło się ubrałem.
Tak właśnie sobie myślałem podczas dzisiejszego, mocno dla mnie męczącego biegu. Dlatego też, gdy go ukończyłem pod domem i zerknąłem na zegarek, byłem szczerze zdziwiony. Niecałe 5 minut na każdy z 11 km? Mógłbym się założyć, że będzie to bliżej 5’30”, a tu taka niespodzianka. Nie zmienia to jednak w niczym ogólnego wrażenia – nie jestem z tego startu specjalnie zadowolony. Kolejny w poniedziałek lub wtorek.

040415

dziewięćdziesiąt sześć

Nike+ znowu działa.
Tak więc niedługo uzupełnie wyniki od 08 lutego.
image

Powyżej zrzut ekranu z częściowych statystyk dzisiejszego biegu.